środa, 4 października 2017

5 powodów dlaczego nie chodzę do lumpeksów w dniu dostawy ?






Kocham lumpeksy, każdy kto mnie zna, lub choćby ogląda mnie na instagramie @madziakowo ten wie, że mogłabym tam chodzić dzień w dzień. Niestety tak dobrze z moim czasem nie jest. Staram się tam zawsze zaglądać w miarę regularnie. Zwykle jest to sobota, wtedy towar jest już w przedostatniej cenie tygodnia (w ostatni dzień nie lubię chodzić bo zwykle jest wszystko mocno przebrane). Mogę wtedy w miarę na spokojnie pochodzić i pooglądać różne rzeczy, ludzi nie jest dużo.

Często jest tak, że potrzebuję konkretnych rzeczy dla dzieci, które jak wiadomo rosną i co jakiś czas trzeba kupować coś nowego. Wtedy właśnie nie udaje mi się zwykle nic znaleźć. Natomiast kiedy idę na spontanie nie szukając niczego szczególnego, znajduję wtedy same perełki.

Dlaczego nie chodzę do lumpeksów w dniu dostawy ?


1. Jest bardzo drogo. U nas to koszt nawet 70 zł za kilogram. Wyobraźcie sobie ile kosztuje wtedy kurtka zimowa lub porządny ciężki płaszcz ? Dla mnie to zdecydowanie za drogo. Czasem na wyprzedażach uda mi się dorwać te rzeczy w podobnej cenie jak w dzień dostawy :). Pamiętam jak parę lat temu było to 35 zł za kilogram i wtedy wydawało mi się to sporo, ale teraz to już kompletna masakra.

2. Tłum ludzi stoi przed sklepem nawet 20-30 minut przed jego otwarciem, każdy chce być pierwszy i złapać najlepsze rzeczy. Więc jeśli chcę iść konkretnie po jakąś rzecz np. kurtka dla dziecka żeby mieć pewność, że będę pierwsza na tym dziale musiałabym długo stać pod sklepem, czego po prostu nie lubię.

3. Moment otwarcia sklepu w dzień dostawy to jakaś masakra, wszyscy walą na ślepo do przodu rozpychając się łokciami. Pędzą niczym szczury na otwarcie kanału. Zero poszanowania drugiego człowieka, ten kto silniejszy i bardziej chamski ten będzie pierwszy. Także czasem nawet to stanie przed sklepem jako jeden z pierwszych chętnych do wejścia, nie daje żadnej gwarancji, gdy wybije "godzina zero".

4. Na sklepie panuje szał ciał - prawie każdy biegnie gdzieś, nerwowo przerzuca wieszaki, chce być pierwszy, zgarnąć to czego nikt wcześniej przed nim nie zdążył chwycić. Czasem ludzie wydzierają sobie ciuchy z rąk lub ukradkiem biorą rzeczy z cudzych koszyków i pędzą do kasy. Kłócą się kto pierwszy chwycił danego buta w rękę i kto może go kupić. Niestety w takim amoku można też paść ofiarą złodzieja, który w takim tłumie zaciera tylko ręce. Wiele razy w dniu dostawy przychodzą handlarze, którzy biegają po sklepie niczym Adam Kszczot rozchylając ręce na całą możliwą szerokość  i chwytają całe naręcza wieszaków. Tyle ile są w stanie fizycznie objąć rękami. Nie bawią się w przeglądanie wieszak po wieszaku. Teraz biorą wszystko, potem będą przeglądać i segregować.

5. Do przymierzalni ustawia się prawdziwy tłum. Ludzie mają pełne kosze wszystkiego. A nawet po kilka koszy. Więc dotarcie z dajmy na to dwiema bluzkami do przymierzalni powoduje, że stoimy i patrzymy jak życie nam ucieka między palcami. Kolejka posuwa się wolno, bo każdy zanim przymierzy te tabuny rzeczy to minie sto lat. Jeszcze jak przymierzają zbiorowo koleżanki to już kompletna masakra. Krysi sweterek nie pasuje, ale może na Hanię czy Zosię będzie dobry. Spokojnie, wszystkie dziewczyny przymierzą. Mamy czas !

No dobra czasem zajrzę w dzień dostawy, ale rzadko i niechętnie, tylko wtedy jeśli coś pilnie potrzebuję i oczami wyobraźni widzę tam tą rzecz. Ogólnie odradzam, szkoda czasu i nerwów :)


A Wy chodzicie do lumpeksów ?

26 komentarzy:

  1. no proszę jak u Was dobrze maja sie lumexy:) 70 pln to dużo oj dużo... ja mam jeden ulubiony lumpex gdzie w dzień dostawy jest nie całe 30 pln. Ja najczęściej chodzę we wtorek jak jest wyprzedaż w tedy jest po 5 pln. I Kupuję, zdarza sie że dwa kilo do domu przyniosłam:) Najtańsza była podkładka za chyba 30 groszy... wzięłam jako tło pod zdjęcia, praktycznie nowe bluzki za 50 groszy.... szkoda że nie mieszkasz bliżej:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ostatnio byłam bo mąż potrzebował kupić koce dla piesków i kupiłam sobie zimowy sweter za 10 zł. Muszę częściej tam zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie chodzę. Nie mogę się w nich odnaleźć, czuję się zagubiona. Nawet w tkmaxxx nie kupuję ciuchów, bo też tam wszystko takie pomieszane, każdy ciuch inny, bez ładu i składu. Jakiś defekt widocznie mam...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chodzę w 3-4 dzień od dostawy. Nie na sensu iść ani w dniu dostawy ani w dniu największej przeceny. Po tym jak tłum bab startował mnie jak byłam w ciąży unikam tego szału.

    OdpowiedzUsuń
  5. Można powiedzieć, że ja wcale nie chodzę, Byłam raptem kilka razy. Nie umiem szukać i nie przepadam za tym.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja uwielbiam chodzić odo lupeksów, ale rzeczywiście dzień dostawy to koszmar

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo rzadko chodzę, bo nie potrafię nic wypatrzyć :( Każdy coś znajduje, a ja nie umiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pracowałam kiedyś w lumpeksie. ;) Ale takim malutkim co tłumów to nigdy tam nie było :p I ceny moim zdaniem były zbyt wysokie (jak na okolicę i miasto w którym mieszkam) ale nie ja je ustalałam :p Od czasu do czasu chodzę bo można znaleźć ciekawe rzeczy (np. nową spódnicę z metkami albo spodnie z UK), ale też nie chodzę w pierwszy dzień bo choć nie mieszkam w dużym mieście to tłumy i u mnie potrafią przypominać te z horrorów ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Raz byłam w dniu dostawy i ostatni. W ogóle mnie to nie bawi, tym bardziej, że okazuje się że przyniosłam do domu jakieś barachło przy cenach z kosmosu. Poza tym mam sporo rzeczy od siostry, po siostrzenicy które są świetnej jakości i też firmowe. Jak chcę coś sobie kupić, szukam promocji czy wyprzedaży w normalnym sklepie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bywam w lumpeksach. U nas różnie z ceną, też nawet ceny szokujące za kilo albo wycenione... U nas jest kilka wiem od czasu do czasu odwiedze i to nie że dostawa czy ze tanio tylko po prostu jak mam czas to jadę :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. mam różne doświadczenia z lumpeksami, zdarzyło mi się , że jakaś rzecz została mi wyrwana z rąk przez starszą panią. w lumpeksie schorowane emerytki dostają niesamowitej energii i tratują innych ludzi. teraz chodzę tylko do jednego lumpeksu w którym tak jaik w sklepie każda rzecz jest wyceniona i nie ważne jaki dzień tygodnia jest, zawsze kosztuje tyle samo, nie ma cen na kg. niestety to teznie jest tani lumpeks i dlatego nie ma kolejek tłumów

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja wcalę nie chodzę do lumpeksów, byłam parę razy i nic dla siebie nie znalazłam...

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo nie lubię chodzić do lumpeksów.
    Wolę nowe ciuchy zdecydowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię i chodzę w dzień dostawy, ale nie skoro świt, tylko po południu ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. uważam że nie jest dobrze chodzić w dzien dostawy, nie lubie takich tłumów, jest tyle ludzi jak na promocji w rossmannie albo więcej
    :P
    Mój blog - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo lubię chodzić do lumpeksów :) W dzień dostawy chodzę tylko do jednego, który prowadzi moja znajoma - tam nie tłumów ale ciuszki są świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Prawie tam nie zachodzę, jakoś nie potrafię trafić nic dla siebie :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja nie chodzę, nie umiem szukać. Ja zawsze kupuję ubrania przy okazji... po prostu jak wpadnie coś w oko :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam kilka ulubionych lumpeksów, ale to co się dzieje tam w dniu dostawy przechodzi wszelkie granice, jest dokładnie tak jak piszesz z tym przepychaniem się i bitwami o buty. Niestety z handlarami i grupkami ciężko wygrać gdy idzie się po prostu poszukać czegoś dla siebie. Czasem udaje mi się kupić coś fajnego, ale są to dosłownie pojedyncze rzeczy. Ostatnio kupiłam sobie torebkę, za 40zł, trochę drogo jak na lumpeks, ogólnie z cenami troszkę przesadzają, a na kasie nie wbijają w ogóle paragonów, dopiero jak się upomni. Niemniej jednak lubię czasem chodzić do takich sklepów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas nabijaja na kase i nawet karta mozna placic w niektorych :)

      Usuń
  20. ja też nie chodzę w dniu dostawy, jest drogo, dużo ludzi, całkiem fajne łupy mogę dostać podczas -50% zniżki :)

    OdpowiedzUsuń
  21. U nas jest jeszcze zabawniej. Ekspedientki wypakowują wory, opisują każdą rzecz z osobna, a tłum pań przy kasie daje znak, że jest zainteresowana. Żenada, krótko pisząc. A generalnie jest drogo, więc od lumpeksów wolę wyprzedaże.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kocham lumpki. Ja dla odmiany chodzę w ostatni dzień po 3 zł. Towar przebrany, ale do moich lumpów chodzą stare baby i ślepcy, bo sporo fajnych i modnych ciuchów można wyszukać. Wtedy jest mało ludzi i można na spokjnie oglądać towar.

    OdpowiedzUsuń
  23. Na dodatek przekonałam się,że moje miasto to ciemnogród. Oglądałam kiedyś koszulę marki MaxMara, która w sklepie kosztowała pewnie z 600 zł jak nie lepiej. Każdy ją omijał, bo nie miała kilku guzików, co dla mnie nie jest problemem. Podeszła do mnie dziewczyna na oko 30 lat patrzy i pyta co to za marka trzymając bluzkę w ręce. Mówię, że MaxMara. Ona na to, że jakiś badziew bo ona nie zna. I wymachuje mi bluzeczką markową Atmosphere:) parodia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to niezle, mnie sie udalo kupic oryginalna koszulke ralph lauren ktora ktos schowal w strojach kapielowych oraz kilka sweterkow kaszmirowych :)

      Usuń
  24. Ja nie mam cierpliwości do przeglądania ciuchów, więc unikam lumpeksów. Ogólnie nie lubię kupować ubrań :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz :)

Proszę o niespamowanie linkami.

W razie pytań zapraszam do kontaktu, mój adres e-mail to rossnett2@tlen.pl


SZABLON BY: PANNA VEJJS.